🏠 Zobaczysz kominiarza? Łap się za guzik!

 Czyli co jeszcze warto „złapać”, żeby mieć więcej szczęścia. 

Ile razy słyszałaś w dzieciństwie: Kominiarz! Szybko, guzik!? Automatyczny gest, dziecięcy śmiech, szybki rzut oka, czy ktoś jeszcze go widział. Ten zwyczaj był niemal odruchem — bo łapanie się za guzik na widok kominiarza miało przynieść szczęście.

Kominiarz! Szybko, guzik!

Wspomnienie z dzieciństwa

Pamiętam kominiarza jakby to było wczoraj, choć miałem może pięć lat. Stał przy drzwiach, ubrany w czarny, pachnący sadzą strój, a jego czapka była trochę za duża. W ręku trzymał szczotę i drabinę, a z kieszeni wyglądały jakieś metalowe błyskotki. Pachniał dymem i trochę czymś słodkim, jakby cukierkiem albo woskiem świec. Uśmiechał się szeroko, a oczy mu błyszczały, choć twarz była cała czarna od sadzy. Pamiętam też, że wszyscy wokół byli trochę podekscytowani i przestraszeni jednocześnie, bo to był taki ktoś tajemniczy, kto wchodził na dachy i robił coś, czego ja jeszcze nie rozumiałem. I choć bałam się trochę tej wysokości, to czułem też, że ten pan przynosi szczęście.



Kim właściwie jest kominiarz?

Kominiarz to rzemieślnik odpowiedzialny za czyszczenie i kontrolę przewodów kominowych oraz wentylacyjnych. Dawniej jego praca miała ogromne znaczenie – od drożności kominów zależało bezpieczeństwo domów, ochrona przed pożarem i zatruciem dymem. W czasach, gdy ogrzewano drewnem i węglem, kominiarz był dosłownie strażnikiem domowego ogniska.

Nic dziwnego, że jego widok budził pozytywne emocje – oznaczał bezpieczeństwo, ciepło i sprawny dom. Stąd już tylko krok do uznania go za symbol szczęścia.



Dlaczego dziś trudno spotkać kominiarza?

Współczesne budownictwo, ogrzewanie gazowe, pompy ciepła i systemy wentylacyjne sprawiły, że klasyczny widok kominiarza w czarnym stroju, z cylindrem i szczotką na ramieniu, staje się coraz rzadszy.

Dziś kominiarze nadal pracują – ale częściej wykonują przeglądy techniczne niż wspinają się po dachach w sadzy. Dlatego spotkanie kominiarza na ulicy może wydawać się niemal wydarzeniem… a może właśnie dlatego wciąż łapiemy się za guzik? 😉



Skąd wzięło się powiedzenie?

Kominiarz symbolizował kiedyś bezpieczeństwo, ciepło domowego ogniska i… czystość (choć cały był czarny od sadzy). Czyszcząc kominy, chronił przed pożarem i zaczadzeniem. Był trochę jak strażnik domowego spokoju — nic dziwnego, że przypisywano mu magiczne moce.

Guzik, jako coś osobistego, stał się „łącznikiem” z tą szczęśliwą energią. Złapanie za niego miało zadziałać jak amulet — przyciągać pomyślność, odpędzać pecha. Taki przesąd, ale z sercem.



Czy to tylko zabobon?

Może i tak, ale działa – bo budzi w nas uśmiech, wyrywa z codziennego biegu, przypomina, że życie to nie tylko logika i planowanie. Trochę magii jeszcze nikomu nie zaszkodziło, zwłaszcza tej „z odzysku”, z dzieciństwa.



🍞 A na dokładkę: Słodki guzik z przeszłości

Skoro mowa o guzikach… co powiesz na coś, co przypomina dziecięce przysmaki, ale w zdrowszej wersji?

„Guzik szczęścia” – czyli zdrowy słodycz na raz

Składniki:

  • daktyle (suszone, bez pestek)
  • łyżeczka masła orzechowego (bez cukru)
  • odrobina kakao lub karobu
  • opcjonalnie: płatki migdałów, cynamon, wanilia

Wykonanie:

  1. Daktyle przekrój na pół (ale nie do końca).
  2. Do środka włóż odrobinę masła orzechowego.
  3. Posyp kakao, cynamonem albo migdałami.
  4. Gotowe – jeden kęs i masz „słodki guzik szczęścia”!


Komentarze

Blog dla wszystkich, którzy kochają ZDROWE JEDZENIE, poszukują ZDROWYCH ZAMIENNIKÓW różnych produktów, myślą EKOLOGICZNIE i EKONOMICZNIE.