„Masz coś zielonego? Bo jak nie, przegrywasz!” – magia dziecięcych zabaw
„Masz coś zielonego?!” To jedno zdanie potrafiło kiedyś postawić człowieka na nogi szybciej niż najlepszy budzik. Bo jeśli właśnie trwała zabawa, a ktoś zawołał „Masz coś zielonego?”, trzeba było błyskawicznie sprawdzić kieszenie. Może kawałek materiału? Gumka? Spinka? A może choć fragment ubrania? Jeśli miałeś coś zielonego – byłeś uratowany. Jeśli nie… cóż, trzeba było liczyć się z przegraną. 😉
Dzisiaj takie zasady mogą wydawać się zupełnie absurdalne. Ale właśnie z takich prostych pomysłów składała się magia dzieciństwa.
Nie potrzebowaliśmy gotowych gier
Dziecięce zabawy nie musiały mieć pudełka, instrukcji ani baterii.
Wystarczył kawałek podwórka, kilka osób i pomysł.
A pomysły pojawiały się same.
Jednego dnia bawiliśmy się w chowanego. Innym razem w berka. Potem ktoś wymyślał nową zasadę i nagle zwykła zabawa nabierała zupełnie innego znaczenia.
Kolor ubrania mógł stać się ratunkiem.
Ławka – bazą.
Trzepak – zamkiem.
Kawałek kredy – mapą.
Patyk – mieczem.
A kilka krzaków za blokiem – całym zaczarowanym światem.
Nie potrzebowaliśmy wiele, żeby stworzyć własną rzeczywistość.
„Masz coś zielonego?” – i zaczynała się zabawa
Nie pamiętam, żebyśmy potrzebowali do takich zabaw szczegółowej instrukcji.
Reguły ustalało się na bieżąco.
- Tego nie wolno!
- Ale dlaczego?
- Bo tak!
- Dobra, to od teraz można.
I po sprawie. 😄
Dzieci potrafiły stworzyć zasady szybciej, niż dorośli zdążyliby zaproponować regulamin.
A jeśli ktoś uznał, że zasada jest niesprawiedliwa, zaczynała się dyskusja. Czasami krótka. Czasami bardzo długa.
Ale właśnie tego również uczyły nas podwórkowe zabawy – negocjowania, współpracy, przegrywania i wymyślania własnych rozwiązań.
Zielony kolor mógł uratować sytuację
Najbardziej niezwykłe było to, że przedmiot, który jeszcze chwilę wcześniej nie miał żadnego znaczenia, nagle stawał się bardzo ważny.
Zielona bluzka?
Super.
Zielona gumka?
Jeszcze lepiej.
Kawałek zielonego materiału?
Idealnie.
A jeśli ktoś nie miał nic zielonego, zaczynało się gorączkowe rozglądanie.
Może coś znajdziemy?
Może ktoś pożyczy?
Może trawa się liczy?
I tutaj dziecięca wyobraźnia potrafiła naprawdę wiele. 😉
Nie chodziło przecież o sam kolor.
Chodziło o emocje.
O tę krótką chwilę napięcia, kiedy trzeba było szybko znaleźć rozwiązanie. O śmiech. O rywalizację. O poczucie, że właśnie dzieje się coś ważnego.
Każde podwórko miało swoje zasady
I chyba właśnie dlatego wspomnienia z dzieciństwa tak trudno zamknąć w jednej instrukcji.
To, co obowiązywało na jednym podwórku, wcale nie musiało obowiązywać kilka ulic dalej.
Jedni mieli swoją wersję berka, inni własne zasady chowanego. Gdzieś można było „zamrozić” przeciwnika, gdzie indziej trzeba było dotknąć określonego miejsca, żeby być bezpiecznym.
A potem przychodziła kolejna zabawa.
I kolejne zasady.
Nikt nie zastanawiał się, czy gra ma oficjalną nazwę.
Jeśli działała – była dobra.
Podwórko było naszym światem
Dawne podwórka miały w sobie coś niezwykłego.
Nie zawsze były piękne.
Czasami był to zwykły plac między blokami, kawałek asfaltu, trzepak, ławka i kilka drzew.
Ale dla dzieci to wystarczało.
Tam toczyło się życie.
Tam można było spotkać kolegów, pokłócić się, pogodzić, wymyślić nową zabawę i wrócić do domu dopiero wtedy, gdy ktoś zawołał z okna:
– Chodź już do domu!
I oczywiście odpowiedź najczęściej brzmiała:
– Jeszcze chwilę!
Ta „chwila” potrafiła trwać bardzo długo. 😄
Najlepsze zabawki często znajdowaliśmy sami
Dzisiaj dzieci mają dostęp do ogromnej liczby gotowych zabawek i gier.
Kiedyś również mieliśmy swoje zabawki, ale bardzo często najciekawsze rzeczy znajdowaliśmy wokół siebie.
Patyki, kamienie, kasztany, liście, kawałki desek, sznurki, kapsle…
Z kilku takich drobiazgów można było stworzyć bazę, sklep, kuchnię, tor przeszkód albo tajną kryjówkę.
To nie przedmiot decydował o zabawie.
Decydowała wyobraźnia.
I może właśnie dlatego zwykły kawałek zielonego materiału mógł nagle stać się czymś niezwykle ważnym.
Nuda wcale nie była taka zła
Dzisiaj często próbujemy dzieci przed nudą ochronić.
Organizujemy im zajęcia, kupujemy zabawki, proponujemy atrakcje.
Tymczasem dawna nuda miała pewną zaletę.
Kiedy nie było niczego gotowego, trzeba było wymyślić coś samemu.
„Co robimy?”
„Nie wiem.”
„To chodźmy na dwór.”
I już po kilku minutach okazywało się, że ktoś ma pomysł.
Nuda stawała się początkiem zabawy.
A brak gotowych atrakcji – zaproszeniem do kreatywności.
Magia dzieciństwa tkwiła w prostocie
Może właśnie dlatego po latach tak dobrze pamiętamy te pozornie nieistotne sytuacje.
Nie pamiętamy wszystkich szczegółów każdego dnia.
Ale pamiętamy emocje.
Śmiech.
Bieganie.
Kłótnie o zasady.
Wyścigi do bazy.
Szeptanie tajemnic.
Pierwsze wielkie przyjaźnie.
I to dziwne poczucie, że całe popołudnie jest przed nami.
Właśnie o takich prostych rytuałach i zabawach pisałam już w artykule „Magia dzieciństwa. Rytuały, zaklęcia i zabawy, które pamiętamy”. To były małe rzeczy, które dla dziecka potrafiły mieć ogromne znaczenie.
Czy dzisiejsze dzieci mogłyby bawić się tak samo?
Oczywiście, że tak.
Dziecięca wyobraźnia się nie zestarzała.
Zmienił się tylko świat wokół niej.
Dlatego czasami warto pozwolić dziecku się nudzić. Nie podsuwać od razu gotowego rozwiązania. Nie organizować każdej minuty.
Powiedzieć:
– Wymyślcie sobie zabawę.
I poczekać.
Być może najpierw usłyszymy:
„Nie ma co robić!”
Ale po chwili pojawi się pomysł.
A potem następny.
I być może pewnego dnia ktoś zawoła:
– Masz coś zielonego?!
I zacznie się zabawa.
A Ty pamiętasz „coś zielonego”?
Czasami wystarczy jedno zdanie, jeden zapach albo melodia, żeby nagle wrócić do dzieciństwa.
Nie trzeba wehikułu czasu.
Wspomnienia potrafią zrobić to za nas.
Może dlatego tak lubimy wracać do dawnych zabaw. Nie dlatego, że wszystko było wtedy lepsze.
Ale dlatego, że potrafiliśmy cieszyć się małymi rzeczami.
Nie potrzebowaliśmy perfekcyjnego placu zabaw.
Nie potrzebowaliśmy aplikacji.
Nie potrzebowaliśmy instrukcji.
Potrzebowaliśmy kilku osób, odrobiny przestrzeni i pomysłu.
A resztę robiła wyobraźnia.
Więc jeśli pamiętasz zabawę, w której zielony kolor mógł uratować Cię przed przegraną, koniecznie daj znać.
Bo może na Twoim podwórku obowiązywały zupełnie inne zasady?
I właśnie takie wspomnienia są najcenniejsze. 🌿
Magia dzieciństwa nie polegała na tym, że mieliśmy wszystko. Polegała na tym, że z prawie niczego potrafiliśmy stworzyć cały świat.

Komentarze
Prześlij komentarz
Witaj na moim blogu. Będzie mi bardzo miło jeżeli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza. Ja również z przyjemnością Cię odwiedzę.