Żniwa z dzieciństwa – zapach lata, kłosy zbóż i smak chleba
Są takie wspomnienia, których nie trzeba specjalnie przywoływać. Wystarczy zapach, dźwięk albo smak i nagle wracają obrazy sprzed wielu lat.
Dla mnie jednym z takich wspomnień są żniwa.
Nie znam ich wyłącznie z opowieści dziadków ani ze starych fotografii. Dorastałam na wsi i mniej więcej do siedemnastego roku życia wieś była moim światem. Moi dziadkowie prowadzili gospodarstwo. Pomagali im rodzice, a my – ja i moje siostry – również miałyśmy swoje miejsce w tym gospodarstwie.
Dlatego kiedy dziś słyszę słowo „żniwa”, nie widzę tylko kombajnu sunącego po złotym polu.
Widzę lato mojego dzieciństwa.
Żniwa zaczynały się na długo przed wyjściem na pole
Dzisiaj żniwa kojarzą się przede wszystkim z potężnym kombajnem, który w ciągu kilku godzin potrafi zebrać ogromną ilość zboża.
Kiedy byłam dzieckiem, obraz wsi wyglądał inaczej.
Praca przy gospodarstwie była częścią codzienności. Każdy miał swoje obowiązki. Dorośli wykonywali cięższą pracę, dzieci pomagały w takim zakresie, w jakim mogły.
I choć wtedy nie zastanawiałam się nad tym, jak ogromnego wysiłku wymagało prowadzenie gospodarstwa, dziś patrzę na to zupełnie inaczej.
Cała rodzina była częścią jednego gospodarstwa.
Nie było podziału na „pracę” i „życie”. Praca była po prostu częścią życia.
Zapach rozgrzanego zboża
Nie wiem, czy można opisać zapach żniw komuś, kto nigdy go nie czuł.
Rozgrzane słońcem zboże, sucha ziemia, kurz, trawy i powietrze nagrzane letnim upałem.
Do tego charakterystyczny zapach świeżo skoszonego pola.
Dzisiaj wystarczy mi czasami przejechać obok pola w sierpniu, żeby te wspomnienia wróciły.
To właśnie jest niezwykłe w pamięci dzieciństwa.
Zapach potrafi być kluczem do drzwi, które wydawały się już dawno zamknięte.
Dziecko na wsi nie potrzebowało wymyślonych atrakcji
Dzieciństwo na wsi nie było pozbawione obowiązków.
Nie mieliśmy tylu zabawek, ekranów, elektronicznych gadżetów ani gotowych sposobów na spędzanie wolnego czasu.
Za to świat wokół nas był ogromnym placem zabaw.
Pole, łąka, ogród, sad, stodoła, podwórko…
Każde miejsce miało swoje tajemnice.
A kiedy przychodził czas żniw, wakacyjna rzeczywistość trochę się zmieniała.
Dorośli mieli mnóstwo pracy, więc dzieci również znajdowały się blisko tego wszystkiego.
Dzisiaj myślę, że właśnie wtedy uczyliśmy się rzeczy, których nie da się przekazać samą rozmową.
Wiedziałam, skąd bierze się chleb
Dzisiaj dziecko może całymi latami jeść chleb i nigdy nie zobaczyć pola zboża.
Dla mnie było inaczej.
Wiedziałam, że najpierw jest ziarno, potem pole, wzrost zboża, żniwa, młócenie, ziarno przeznaczone na mąkę, a dopiero później chleb.
Nie potrzebowałam lekcji o „pochodzeniu żywności”.
Po prostu to widziałam.
To była wiedza zdobywana przy okazji codziennego życia.
I chyba właśnie dlatego do dziś inaczej patrzę na kromkę chleba.
Za nią zawsze widzę ziemię, zboże i ludzką pracę.
Żniwa były ciężką pracą
Nie chcę jednak idealizować dawnej wsi.
Żniwa nie były sielanką.
Były upałem, potem, kurzem, zmęczeniem i wielogodzinną pracą. Dla dorosłych była to naprawdę ciężka praca fizyczna.
Dzisiaj, z perspektywy czasu, jeszcze bardziej doceniam wysiłek moich dziadków i rodziców.
Wtedy pewnych rzeczy po prostu się nie zauważało.
Dziecko widzi świat inaczej.
Zapamiętuje przede wszystkim ludzi, atmosferę, drobne wydarzenia, zapachy i smaki.
A zmęczenie?
Ono z czasem gdzieś znika z pamięci.
Najważniejsi byli ludzie
Kiedy myślę o żniwach, nie pamiętam tylko pola.
Pamiętam przede wszystkim nas razem.
Dziadków, rodziców, mnie i moje siostry.
Każdy miał swoje zadanie, a wszystko było częścią jednej całości.
Dzisiaj dużo mówi się o potrzebie spędzania czasu z rodziną. Organizujemy wspólne wyjazdy, kolacje, weekendy.
A dawniej wspólnota często powstawała po prostu podczas pracy.
Nie zawsze było łatwo.
Nie zawsze było wygodnie.
Ale byliśmy razem.
I chyba właśnie dlatego te wspomnienia mają dziś taką wartość.
Smak jedzenia po pracy
Jest jeszcze jeden element żniw, którego nie można pominąć – jedzenie.
Po pracy wszystko smakowało inaczej.
Prosty posiłek przygotowany w domu, chleb, ziemniaki, mleko, owoce z ogrodu czy coś, co akurat było dostępne, nabierało zupełnie innego znaczenia po kilku godzinach spędzonych na polu.
Dzisiaj mamy ogromny wybór produktów.
Możemy kupić praktycznie wszystko i o każdej porze roku.
A jednak czasami brakuje nam tego prostego doświadczenia: jestem głodna, jestem zmęczona, siadam przy stole i zwykłe jedzenie smakuje wyjątkowo.
Może dlatego dawne wspomnienia kulinarne tak mocno wiążą się z emocjami.
Zboże nie było abstrakcyjnym składnikiem
Dziś na półkach sklepowych widzimy mąkę, kasze, płatki, pieczywo i makarony.
Łatwo zapomnieć, że wszystko zaczyna się od rośliny.
Od małego ziarna wrzuconego w ziemię.
W dawnym gospodarstwie granica między rolnictwem a kuchnią praktycznie nie istniała.
To, co rosło na polu, trafiało później do spiżarni, młyna, kuchni i na stół.
Dlatego święto plonów miało tak ogromne znaczenie.
Nie świętowano abstrakcyjnego „urodzaju”.
Świętowano jedzenie, bezpieczeństwo i możliwość przeżycia kolejnego roku.
Dożynki widzę dzisiaj inaczej
Kiedy byłam dzieckiem, nie analizowałam znaczenia wieńców dożynkowych.
Dzisiaj patrzę na nie zupełnie inaczej.
Kłosy zbóż, kwiaty, zioła, nasiona, owoce…
To właściwie opowieść o całym roku.
O tym, co wyrosło z ziemi.
O pracy człowieka.
O oczekiwaniu na plon.
I o wdzięczności.
Więcej o znaczeniu dożynek, wieńca, ziół, zbóż i chleba napisałam w artykule „Dożynki – święto plonów, ziół i ziemi. Słowiańskie korzenie tradycji” na blogu O ziołach co nieco.
Czy dawne życie było lepsze?
Nie.
I nie chciałabym tworzyć takiego obrazu.
Dawna wieś miała swoje trudności. Ciężka praca, mniejsze możliwości, zależność od pogody, brak wielu udogodnień, które dzisiaj uważamy za oczywiste.
Nie tęsknię za wszystkim, co było trudne.
Ale tęsknię za pewnymi elementami tamtego świata.
Za bliskością ludzi.
Za sezonowością życia.
Za świadomością, skąd pochodzi jedzenie.
Za tym, że dzieci uczestniczyły w prawdziwym życiu dorosłych.
I za poczuciem, że człowiek jest częścią większej całości.
Magia dzieciństwa nie polega na tym, że wszystko było piękne
Myślę, że właśnie na tym polega prawdziwa magia dzieciństwa.
Nie na tym, że było idealnie.
Tylko na tym, że zwyczajne rzeczy potrafiły być niezwykłe.
Kałuża po deszczu.
Zapach siana.
Ciepła kromka chleba.
Owoce zerwane prosto z drzewa.
Wieczór na podwórku.
Pole pełne wysokiego zboża.
I świadomość, że obok są ludzie, których znamy od zawsze.
Dzisiaj, jako dorosła osoba, wiem, że niektórych chwil wtedy nie doceniałam.
Dopiero po latach rozumiem, jak wiele dostałam od tamtego wiejskiego dzieciństwa.
Żniwa, które zostały we mnie
Może właśnie dlatego temat dożynek tak bardzo mnie porusza.
Bo dla wielu osób są one przede wszystkim tradycją.
Dla mnie są również wspomnieniem.
Kiedy widzę złote pole, słyszę szum kłosów albo czuję zapach świeżo skoszonego zboża, wracam na chwilę do tamtego świata.
Do gospodarstwa moich dziadków.
Do rodziców, którzy im pomagali.
Do mnie i moich sióstr.
Do lata, które miało smak pracy, chleba, owoców i świeżego powietrza.
I chyba właśnie dlatego uważam, że tradycji nie zawsze trzeba szukać w starych księgach.
Czasami wystarczy zajrzeć do własnej pamięci.
Bo to, co dla nas było zwyczajnym dzieciństwem, dla kolejnego pokolenia może już być historią.
A może warto zachować takie wspomnienia?
Każdy z nas ma własne obrazy dzieciństwa.
Dla jednych będzie to mieszkanie w mieście, trzepak przed blokiem i wakacje u babci.
Dla innych – sad, ogród, kury biegające po podwórku, zapach siana albo właśnie żniwa.
Warto o nich mówić.
Nie po to, żeby udowadniać, że kiedyś wszystko było lepsze.
Po to, żeby pamiętać, skąd przyszliśmy.
Bo pamięć o zwyczajnym życiu naszych rodzin jest również częścią naszej historii.
Pita jak nadmuchana – przepis na chlebek z patelni, który pęcznieje jak balon. Poznaj szybki i efektowny sposób na świeży chleb pita, który zrobisz bez specjalistycznego sprzętu i długiego pieczenia. Idealny na śniadanie, kolację, grilla albo do lunchboxa.

Komentarze
Prześlij komentarz
Witaj na moim blogu. Będzie mi bardzo miło jeżeli pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza. Ja również z przyjemnością Cię odwiedzę.